Szukaj:Słowo(a): Ołtarz Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny
A masz coś bardziej współczesnego? :wink:

Kruklanki
Parafię założono w 1557 roku, zaś kościół wybudowano w 1574 r. Oparł się licznym pożarom, jakie nawiedzały wieś i zachował się w niemal niezmienionym kształcie, stąd jest ciekawym przykładem XVI-towiecznej architektury wschodniopruskiej. Jak głosi książka "Węgorzwo. Z dziejów mista i powiatu" stanowi "transpozycję baroku na kościelne tradycje gotyckie". Jest to budynek murowany z kamienia i cegły, na 25-metrowej wieży znajdują się dwa dzwony z XVIII-go wieku. Ołtarz i ambona pochodzą z XVII-go wieku, uległy jednak całkowitej renowacji. Do 1945 roku kościół użytkowany był przez ewangelików, potem został przejęty przez katolików jako kościół p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny.
to ja dam opis miejsca...
Kościół Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny
Plac Kościelny 1, 91-444 Łódź

Wyniosłą neogotycką Świątynię na Placu Kościelnym zbudowano w latach 1888 - 1897 (proj. K. Wojciechowskiego). W tym samym miejscu od początku XV w. stał najstarszy parafialny kościół naszego miasta, przeniesiony na ul. Ogrodową 22. W nowym wnętrzu, wyposażonym w stylowe ołtarze, ławki, witraże i organy, zachowano zabytkowy obraz Matki Boskiej Łódzkiej pochodzący ze starego kościoła. W czasie okupacji niemieckiej kościół został zmieniony na magazyn, a w budynku plebanii Niemcy umieścili komisariat Policji Kryminalnej Litzmannstadt Getto.
Cos temat ucichl, a jest jeszcze wielu ktorzy tu powinni sie znalezc. Dzisiaj o malarzu Johannie Emilu Laufferze, byl profesorem i dyrektorem Akademii Sztuk Pieknych w Pradze (Akademie výtvarných umění ).
Niektorzy historycy podaja jako miejsce jego urodzenia Bliszczyce. Przyjmuje sie jednak raczej, ze urodzil sie w 28. 06. 1837 roku w miejscowości Hof (Dvorce,Dvorcice) na Morawach.
Nie ulega jednak watpliwosci, ze na terenie powiatu i samego miasta sa jego dziela:

W 1857 roku namalowany został obraz do ołtarza głównego kościoła w Królowych przedstawiający patrona świątyni, św. Wawrzyńca.

W 1862 roku Lauffer maluje Matkę Boską Szkaplerzną dla kościoła p.w. Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Pilszczu.Powieszony jest podobno dzisiaj na północnej ścianie nawy, na chórze muzycznym.

W 1887 roku Lauffer namalował Św. Jana Nepomucena dla kościoła katolickiego w Królowych.

Ostatnim obrazem, jaki Lauffer wykonał na zlecenie kościoła na Śląsku, jest Św. Florian w farze głubczyckiej.

Obszernie o artyscie i jego dzielach pod:
http://glogowek-online.pl/content/view/66/7/

Z kad pochodzi wiekszosc informacji ktore tu podalem.
Warszawska kuria nie zgadza się na mszę polową w intencji odwołania koncertu Madonny. - To sojusz tronu i ołtarza - komentuje przywódca protestu, mazowiecki radny Marian Brudzyński.

Komitet Obrony Wiary i Tradycji Narodowych "Pro Polonia" planował z rozmachem: 31 lipca miała wystartować "publiczna krucjata modlitewna" na pl. Bankowym. To spotkania wiernych i patriotów oburzonych koncertem Madonny 15 sierpnia, czyli w dniu święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny oraz rocznicy Bitwy Warszawskiej.

W oficjalnym komunikacie archidiecezji warszawskiej czytamy: "Niewątpliwie każda słuszna sprawa będzie wspierana modlitwą tak kapłanów, jak i wiernych. (...) ale nie można Mszy świętej traktować jako formy protestu. Dlatego wydział duszpasterstwa nie wyraża zgody na tego typu działania".

Mimo zapewnień organizatorów koncertu, że wydarzenie nie będzie obrażało uczuć religijnych, lider komitetu Marian Brudzyński rozesłał list do warszawskich księży, prosząc o wsparcie.


http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80273,6818024,Kuria_zakazuje_krucjaty_przeciw_Madonnie.html
Na początku chciałbym tylko sprostować informację podaną przez mojego brata (korzystamy z tego samego konta). Otóż krytyczna analiza NOMu w głównej mierze jest autorstwa o. Guerarda des Lauriers a kard. Ottaviani i kard. Bacci tylko ją podpisali. Dla tych, którzy nigdy o tej postaci nie słyszeli powiem, że to bardzo wybitny teolog, spowiednik papieża Piusa XII, współautor tekstu dogmatu o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny. Zresztą kard. Ottaviani i kard. Bacci w liście do Pawła VI napisali, iż załączona krótka analiza krytyczna jest autorstwa grupy doborowych teologów, liturgistów i duszpasterzy. Przypisywanie autorstwa kard. Ottavianiemu nie jest, więc upoważnione.

Przechodząc jednak do sedna sprawy pragnę zauważyć, że Janusz w żaden sposób nie zmierzył się z argumentami zawartymi w tejże analizie. Stwierdzenie „Owszem, znam tę tezę, co nie znaczy, że muszę się z nią zgadzać.” może być zadowalającym argumentem tylko dla ludzi z jego fun clubu, ale w prawdziwej polemice takie zdanie nie będzie miało żadnej wartości merytorycznej. Co zaś się tyczy sporu DMC z Januszem na temat, iż tabernakulum powinno znajdować się na ołtarzu to na poparcie jego twierdzenia przytaczam słowa papieża Piusa XII wypowiedziane na Międzynarodowym Kongresie Liturgicznym, Asyż- Rzym we wrześniu 1956 roku:


Odłączenie tabernakulum od ołtarza, to rozdzielenie dwóch rzeczy, które przez swe pochodzenie i naturę winny pozostać zjednoczone



Prawo Kanoniczne ks. Franciszek Bączkowicz dr. teologii i prawa kanonicznego (podręcznik dla duchowieństwa) Tom II wydanie drugie Kraków 1933 rok s.245:

Najświętszy sakrament należy przechowywać w nieruchomym tabernakulum, umieszczonym w środkowej części ołtarza.



Mogę przytoczyć dużo więcej cytatów wraz z odpowiednimi odnośnikami do KPK z 1917 roku, w których mowa, iż Najświętszy Sakrament winien być przechowywany na głównym ołtarzu lub innym, jeśli wydawałby się odpowiedniejszy. Pragnę zwrócić uwagę, iż zwrot na ołtarzu oznacza, iż właśnie na nim znajduje się tabernakulum. Tak, więc Januszu przypadki, na które się powołujesz, iż gdzieś Najświętszy Sakrament znajdował się poza głównym ołtarzem nijak się mają do dzisiejszej mody wieszania tabernakulum na gołej ścianie, na co DMC zdawał się zwrócić uwagę.

Pozdrawiam
Przemysław Wójcik
W tradycji ludowej święto 15 sierpnia jest dziękczynieniem za zebrane plony. Tego dnia przynosi się do Kościoła do poświęcenia barwne bukiety złożone ze zbóż, owoców, warzyw, kwiatów i ziół.
Wokół święta Wniebowzięcia powstało w kulturze polskiej wiele zwyczajów związanych z poświęconymi w ten dzień wiankami uplecionych ze świeżych ziół, które miały zabezpieczać przed wieloma chorobami.



Święto przypadające 15 sierpnia Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny - dawniej obchodzono jako dzień Matki Bożej Dożynkowej, bo zgodnie z rolniczym kalendarzem „Na Wniebowzięcie pokończone żęcie” - zawiera wiele treści teologicznych, kulturowych i obyczajowych. Natomiast doroczna obrzędowość ludowa wiąże ten dzień ze świeceniem płodów rolnych i ziół jako symbolu bogactwa przyrody, stąd druga popularna nazwa tego święta - uroczystość Matki Boskiej Zielnej.

Od IX wieku tego dnia w kościołach poświęca się zioła, kwiaty, kłosy zbóż i owoce. Dawniej wierzono, że takie święcone bukiety mają szczególną moc: zapewniają bezpieczeństwo i pomyślność w gospodarstwie.

Jest to po oktawie Bożego Ciała, drugi dzień w roku przeznaczony do święcenia ziół i kwiatów polnych.

Po co te wiązki i wianki
z mięty wrotyczu, rumianku?
Niesiemy je na znak hołdu
Maryi Pannie przed ołtarz.

„Hyzop, lawenda, jałowiec?
Wszak to potrzebne chorobie?”
Mamy je, chcemy dziewanną
Ucieszyć Maryję Pannę

Niechaj to księża poświęcą
Dzisiaj w ten dzień Wniebowzięcia.
„A tę pszenicę i jęczmień
Czy także mamy poświęcić?”
Proso też i mak, i żyto
Na coraz większą obfitość.

„Na cóż bób i rzodkiew zda się
w niebie, na rajskim popasie?”

Maryi z żyta korona,
A nam - chleb zeń upieczony.
Niechaj je księża święcą
Dzisiaj, w ten dzień Wniebowzięcia

Kazimiera Iłłakowiczówna , „Msza maryjna na Matkę Boską Zielną”
Bazylika z Memlingiem odkryta na aukcji
Historycy sztuki mówią, że sprawa jest interesująca, jeśli nie sensacyjna. Na rynku aukcyjnym w Europie pojawił się nieznany XVII-wieczny obraz ze szkoły flamandzkiej, przedstawiający wnętrze gdańskiej bazyliki Mariackiej ze słynnym "Sądem Ostatecznym" Hansa Memlinga na pierwszym planie.

- Ten obraz jest prawdopodobnie jedynym ukazującym, jak wyglądało przed czterema wiekami wnętrze bazyliki i jakie miejsce zajmował w niej ołtarz - mówi prof. Juliusz Chrościcki, kierownik Zakładu Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego, który podjął się dokładnego zbadania dzieła. - Można go jedynie przyrównać do siedemnastowiecznych malowideł przedstawiających kościoły w Antwerpii. Co ciekawsze, obraz nie jest wymieniany w literaturze przedmiotu!

Dzieło nieznanego mistrza, z tryptykiem Memlinga w roli głównej, należało przed wojną do właścicieli pałacu w Reichertswalde, dziś w Markowie koło Morąga.
Po 1945 roku trafiło do Galerie Moritzburg-Halle, skąd po długich staraniach zostało odzyskane przez potomków przedwojennych właścicieli. To oni zdecydowali o wystawieniu XVII-wiecznego obrazu do sprzedaży. Na rynku aukcyjnym wypatrzył go Mirosław Zeidler, zabytkoznawca, właściciel galerii w Gdańsku. O wyjątkowym dla bazyliki Mariackiej dziele Zeidler zawiadomił ks. infułata Stanisława Bogdanowicza.

- Nigdy nie miałem wątpliwości, że "Sąd Ostateczny" wisiał w bazylice przez 400 lat i właśnie tutaj jest jego miejsce - stwierdza ks. infułat Bogdanowicz. - Na pewno dobrze by było, żeby dokumentujący kilkaset lat historii flamandzki obraz także znalazł się w Gdańsku. Nas na wydanie kilkunastu tysięcy euro nie stać, musimy najpierw wyremontować kościół. Może jednak znajdzie się muzeum albo prywatny nabywca chętny do zainwestowania w sztukę. Warto.

Ksiądz infułat Bogdanowicz marzy o wybudowaniu tuż obok bazyliki Mariackiej muzeum dla "Sądu Ostatecznego". Uzupełnieniem ekspozycji mógłby się stać odkryty właśnie XVII-wieczny "obraz o obrazie".

Największy ceglany kościół na świecie i najsłynniejszy gdański tryptyk "Sąd Ostateczny" Hansa Memlinga związane były ze sobą przez cztery wieki z przerwami. Obraz z ok. 1470 roku, zamówiony przez Medyceuszy, został zrabowany przez gdańskiego kapra Pawła Beneke i ofiarowany kościołowi Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Z Gdańska pierwszy raz zabrały go do Luwru wojska napoleońskie (wrócił w 1817 roku).
Drugi raz wywieźli go Niemcy pod koniec II wojny światowej. Potem Rosjanie tryptyk zabrali do Ermitażu. Ołtarz wrócił do Gdańska, ale już nie do bazyliki, lecz do Muzeum Narodowego. W kościele wisi jego kopia. Osoby na obrazie z XVII wieku są prawdopodobnie bogatymi gdańskimi patrycjuszami - sponsorami artysty.


Bazylika z Memlingiem odkryta na aukcji

Historycy sztuki mówią, że sprawa jest interesująca, jeśli nie sensacyjna. Na rynku aukcyjnym w Europie pojawił się nieznany XVII-wieczny obraz ze szkoły flamandzkiej, przedstawiający wnętrze gdańskiej bazyliki Mariackiej ze słynnym "Sądem Ostatecznym" Hansa Memlinga na pierwszym planie.

- Ten obraz jest prawdopodobnie jedynym ukazującym, jak wyglądało przed czterema wiekami wnętrze bazyliki i jakie miejsce zajmował w niej ołtarz - mówi prof. Juliusz Chrościcki, kierownik Zakładu Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego, który podjął się dokładnego zbadania dzieła. - Można go jedynie przyrównać do siedemnastowiecznych malowideł przedstawiających kościoły w Antwerpii. Co ciekawsze, obraz nie jest wymieniany w literaturze przedmiotu!

Dzieło nieznanego mistrza, z tryptykiem Memlinga w roli głównej, należało przed wojną do właścicieli pałacu w Reichertswalde, dziś w Markowie koło Morąga.
Po 1945 roku trafiło do Galerie Moritzburg-Halle, skąd po długich staraniach zostało odzyskane przez potomków przedwojennych właścicieli. To oni zdecydowali o wystawieniu XVII-wiecznego obrazu do sprzedaży. Na rynku aukcyjnym wypatrzył go Mirosław Zeidler, zabytkoznawca, właściciel galerii w Gdańsku. O wyjątkowym dla bazyliki Mariackiej dziele Zeidler zawiadomił ks. infułata Stanisława Bogdanowicza.

- Nigdy nie miałem wątpliwości, że "Sąd Ostateczny" wisiał w bazylice przez 400 lat i właśnie tutaj jest jego miejsce - stwierdza ks. infułat Bogdanowicz. - Na pewno dobrze by było, żeby dokumentujący kilkaset lat historii flamandzki obraz także znalazł się w Gdańsku. Nas na wydanie kilkunastu tysięcy euro nie stać, musimy najpierw wyremontować kościół. Może jednak znajdzie się muzeum albo prywatny nabywca chętny do zainwestowania w sztukę. Warto.

Ksiądz infułat Bogdanowicz marzy o wybudowaniu tuż obok bazyliki Mariackiej muzeum dla "Sądu Ostatecznego". Uzupełnieniem ekspozycji mógłby się stać odkryty właśnie XVII-wieczny "obraz o obrazie".

Największy ceglany kościół na świecie i najsłynniejszy gdański tryptyk "Sąd Ostateczny" Hansa Memlinga związane były ze sobą przez cztery wieki z przerwami. Obraz z ok. 1470 roku, zamówiony przez Medyceuszy, został zrabowany przez gdańskiego kapra Pawła Beneke i ofiarowany kościołowi Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Z Gdańska pierwszy raz zabrały go do Luwru wojska napoleońskie (wrócił w 1817 roku).
Drugi raz wywieźli go Niemcy pod koniec II wojny światowej. Potem Rosjanie tryptyk zabrali do Ermitażu. Ołtarz wrócił do Gdańska, ale już nie do bazyliki, lecz do Muzeum Narodowego. W kościele wisi jego kopia. Osoby na obrazie z XVII wieku są prawdopodobnie bogatymi gdańskimi patrycjuszami - sponsorami artysty.




Jedna z opinii :

Wroclaw odkupil swoje zloto to i Gdansk tez nie moze nie kupic takiej perelki

Archeolodzy prześwietlają podziemia katedry
Marcin Sztandera
2008-09-03, ostatnia aktualizacja 2008-09-03 19:58



Niezwykła szansa poznania historii kieleckiej katedry. Dziś w nocy po raz pierwszy od kilkudziesięciu lat archeologowie kompleksowo badali podziemie świątyni. Sprawdzali, gdzie można umieścić nową kryptę biskupów.

Fot. Paweł Małecki / AG
O zgodę na przeprowadzenie badań istniejącej krypty i otwarcie nowej "w celu zabezpieczenia miejsc na kolejne pochówki dla biskupów" Parafia Katedralna - Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny poprosiła kilka tygodni temu wojewódzkiego konserwatora zabytków.

- Szczegółów nie znam, ale rzeczywiście w obecnej krypcie jest miejsce na może jeszcze jeden sarkofag - mówi ks. Paweł Tkaczyk, diecezjalny konserwator zabytków. Dodaje, że kryptę można było zwiedzać. - Ale samo wejście jest dosyć trudne, bo prowadzi przez wąski i dosyć długi korytarzyk - dodaje.

Konserwator zgodził się, ale wykluczył prowadzenie od razu robót ziemnych i kopanie nowej krypty. - Powodów jest kilka. Przede wszystkim nie wiadomo, jakie jest środowisko mikrobiologiczne. Poza tym, według źródeł, niewykluczone, że pod główną nawą są puste obszary i może warto je właśnie wykorzystać - Janusz Cedro, wojewódzki konserwator zabytków. Dodaje, że pamięta, jak jeszcze w latach 60. do krypty można było wejść wprost z głównej nawy. - Ale gdy ułożono w niej kolejne ciała, to wejście zostało usunięte - dodaje.

Poprzednie badania kieleckiej katedry prowadzono na przełomie lat 50. i 60., ale ich zakres był dość ograniczony. Sprawdzono otoczenie ołtarza i część naw bocznych. To wtedy odnaleziono krypty, o których informacje pochodzą z XIX wieku, i odtworzono zarys fragmentów muru kościoła romańskiego, który pierwotnie stał na miejscu katedry.

- Na tym tle niewiele wniosły nawet prace nad kryptą m.in. biskupa Kaczmarka z lat 70. Nie dotarłem do dokumentacji. Poza tym podobno kiedyś już próbowano przekuć się z obecnej krypty biskupów do pomieszczenia obok, ale zamiast tego natrafiono na grunt - mówi jeden z kieleckich archeologów.

- Rzeczywiście, tak naprawdę o początkach obecnej świątyni i kościoła romańskiego wiemy bardzo mało. Dlatego badania z wykorzystaniem nowoczesnych metod to niepowtarzalna szansa, żeby poznać historię jednego z najbardziej znanych budynków w Kielcach - podkreśla Janusz Cedro.

Na początku prace prowadzone będą nowoczesną metodą badań elektrooporowych. Wczoraj wieczorem na miejsce mieli przyjechać specjaliści z firmy Proton-Archeo, którzy kilka miesięcy temu sprawdzali georadarem kielecki Rynek. - Badania w katedrze będą bardziej skomplikowane, ale chyba i ciekawsze. Ta metoda polega na zbieraniu danych o oporze elektrycznym gruntu, a prawdopodobieństwo wykrycia wolnej przestrzeni jest bardzo duże. I wyniki są znacznie szybciej - mówi Łukasz Porzuczek, archeolog z firmy Proton-Archeo. Tłumaczy, że metoda pozwala na sprawdzenie do 17 metrów w głąb, ale w Kielcach powinno wystarczyć badanie do 1,5 m. - W ten sposób udało się odnaleźć kryptę np. w kościele w Bodzentynie - dodaje Porzuczek.

Ewentualne prace ziemne, czyli np. przebijanie się do pustych pomieszczeń, ruszą dopiero na podstawie badań elektrooporowych. A te zapowiadają się bardzo ciekawie. - Przecież kiedyś archeolodzy nie mogli korzystać z tak nowoczesnych metod. Choć tak naprawdę nie wiadomo, na co można natrafić - komentuje Jan Główka, dyrektor Muzeum Historii Kielc.

Źródło: http://miasta.gazeta.pl/kielce/1,35255,5658110,Archeolodzy_przeswietlaja_podziemia_katedry.html
Kandelabry dla arcybiskupa Głódzia

Karolina Kowalska, Tomasz Urzykowski

2007-02-10, ostatnia aktualizacja 2007-02-09 21:56:41.0

Z zabytkowego kościoła w podwarszawskim Chotomowie zniknęły dwa ozdobne kandelabry.

Tak się spodobały wizytującemu parafię abp. Sławojowi Leszkowi Głódziowi, że nowy proboszcz dał mu je w prezencie.

Parafianie tęsknią.

Mosiężne świeczniki stały po bokach głównego ołtarza.

Od kiedy? Nikt w Chotomowie nie pamięta. Ludzie mówią: "Od zawsze". Na pewno były tu już przed wojną, bo zaraz po jej zakończeniu mieszkańcy zbierali łuski po pociskach na ich naprawę.Teraz zniknęły jak kamfora. Parafianie rozpoczęli ciche śledztwo. Ustalili, że świeczniki schowane są na plebanii, a niebawem dostanie je w prezencie abp Leszek Sławoj Głódź, ordynariusz warszawsko-praski.- Ksiądz arcybiskup na pewno nie będzie udzielał informacji o prezentach, które otrzymuje - odpowiada jego sekretarz ks. Wojciech Lipka zapytany przez "Gazetę" o kandelabry.O kandelabrach nie chce rozmawiać ks. prałat Leszek Kołoniewski, proboszcz chotomowskiego kościoła Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny: - To wewnętrzna sprawa parafii.Parafię proboszcz objął niedawno - w czerwcu zeszłego roku. Wcześniej był kapelanem wojskowym w pobliskim Legionowie. Na ostatnie osiem lat przed emeryturą do Chotomowa wysłał go abp Leszek Sławoj Głódź. Obaj duchowni znają się doskonale jeszcze z czasów, gdy abp Głódź był biskupem polowym Wojska Polskiego. Na pierwszej mszy nowy proboszcz zapowiedział zmiany we wnętrzu kościoła. Według niego świeczniki zasłaniały ołtarz.- Te kandelabry to część historii Chotomowa, ale też mojej własnej. Są na zdjęciu z mojego ślubu, były tu, kiedy byłam chrzczona, szłam do komunii, kiedy chowana była moja matka. Kiedy zniknęły, poczułam się ograbiona - mówi pani Halina, rodowita chotomowianka.Parafianie zapamiętali też ostatnią wizytę arcybiskupa w Chotomowie. Ktoś usłyszał, jak zachwycał się kandelabrami, a proboszcz obiecał mu je podarować. Świeczniki mają pojechać do praskiej katedry św. Floriana. Potwierdzili to księża podczas kolędy.O zamiłowaniu arcybiskupa do sztuki wiadomo nie od dziś. Od kiedy stanął na czele diecezji warszawsko-praskiej, zbudował przed katedrą powszechnie wyszydzany z powodu brzydoty wielki pomnik ks. Ignacego Skorupki, a w pobliżu postawił odlaną z brązu kapelę podwórkową, która po wysłaniu SMS-a wygrywa melodie.Kościół w Chotomowie figuruje w rejestrze zabytków. Niewielka jednonawowa świątynia powstała w latach 1861-65 według projektu Franciszka Marii Lanciego. Włoski architekt nawiązał tu do neogotyku angielskiego. To najważniejszy zabytek w tej miejscowości. Wyposażenie kościoła nie jest jednak pod ochroną konserwatora. Mimo to sprawą zainteresował się Urząd Mazowieckiego Konserwatora Zabytków.- Po niedzieli nasz inspektor pojedzie do Chotomowa i sprawdzi, co się stało - zapowiada Patrycja Szober z urzędu konserwatorskiego.Pani Krystyna, parafianka, która woli pozostać anonimowa: - Może jeszcze nie wszystko stracone. Może kandelabry do nas wrócą.

ŹRÓDŁO: Karolina Kowalska, Tomasz Urzykowski

Tekst pochodzi z portalu Gazeta.pl - www.gazeta.pl © Agora SA

.
Pierwsza Msza trydencka młodego kapłana z diecezji świdnickiej .

22 sierpnia przypada wg starego kalendarza liturgicznego uroczystość Niepokalanego Serca Najświętszej Maryi Panny. Ten dzień wybrał na swoją pierwszą Mszę św. w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego ks. Julian Nastałek, młody kapłan z diecezji świdnickiej. W rodzinnej Parafii w Imbramowicach nieco ponad rok temu z drżeniem serca odprawiał swoją Mszę św. prymicyjną, a teraz ponownie w kościele Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, z nie mniejszym przejęciem, celebrował pierwszą w życiu Mszę św. trydencką.



Podpisy do zdjęć:

1/Przygotowania do Mszy św. rozpoczęły się od "przemeblowania" prezbiterium,
w którym ponownie zajaśniał pełnią blasku piękny barokowy ołtarz.

2/Kapłan głęboko pochylony odmawia spowiedź powszechną.

3/Następnie czynią to ministranci."Confiteor Deo omnipotenti..."

4/Okadzenie ołtarza

5/Ksiądz Julian odśpiewał wyjątek ze św. Ewangelii wg św. Jana:
"In illo tempore..."

6/W tradycyjny sposób, z ambony, głoszone było Słowo Boże.

7/ "Oto Baranek Boży, oto, który gładzi grzechy świata."

8/ "Nie was błogosławi wszechmogący Bóg, Ojciec, Syn i Duch Święty."

9/"Na początku było Słowo..." Prolog Ewangelii wg św. Jana
uwydatnia łączność tajemnicy Wcielenia i Odkupienia.

10/Główny trzon asysty stanowili doświadczeni ministranci wrocławscy, co tydzień służący do Mszy św. trydenckiej w kościele Najświętszej Maryi Panny na Piasku. Nie zabrakło również ministrantów z diecezji świdnickiej: z Bielawy, Dzierżoniowa, Głuszycy i Wałbrzycha.

11/Po uroczystej celebracji, z ciężkim sercem trzeba było przywrócić dotychczasowy stan "szlachetnej prostoty" w prezbiterium.

Pozwoliłam sobie zamieścić tę wiadomość tu, ponieważ i ja tam byłam i Nieba na ziemi doświadczyłam. Dla mnie nie była to pierwsza Msza Św. Trydencka, ponieważ uczestniczę regularnie co miesiąc. Teraz pojechałam właśnie tam, bo jest to Kapłan z mojej Parafii i mam ogromną nadzieję w sercu, że być może skończy się dla mnie dojeżdżanie do innej miejscowości, a będę miała u siebie. Oby tak było! Panie , nie moja ale Twoja Wola niech się stanie.
W Iłży jest stare zamczysko:



i związana z nim ciekawa legenda:

Legenda mówi iż zamek zbudowała księżna Odosława i jej rycerze. Okrutna to była kobieta. Przez lata rabunków i zbójowania zgromadziła ogromny majątek. Warownia miał służyć do ukrycia i bezpiecznego ich przechowywania. Dlatego też pod zamkiem kazała wykuć sieć korytarzy. Po latach podstarzała już księżna wyszła podczas jednej z jesiennych nocy na wysoką basztę i widok okolicy w świetle księżyca tak ją oczarował, iż zrobiła nieopatrzny krok i runęła w dół. Po tym fakcie dokładnie przeszukano cały zamek, a przede wszystkim podziemia, ale nie udało się odnaleźć skarbów Odosławy. Za to co roku na Boże Narodzenie, kto wejdzie na Górę Zamkową zobaczyć może otwarte wrota a za nimi wypełnione złotem skrzynie. Jeśli jednak spróbuje przekroczyć wrota zostaje za nimi zamknięty na zawsze. Któregoś dnia na Górę Zamkową zaciągnął swą matkę pewien chłopiec. Było akurat Boże Narodzenie i widok ośnieżonej okolicy był wspaniały. Naraz u podnóża baszty ujrzeli otwartą bramę i błysk kosztowności. Kobieta ruszyła w ich kierunku. Gdy już dochodziła do skrzyń usłyszała okropny śmiech i brama zamknęła się na głucho. Na próżno wołała swego synka i próbowała wyjść z otaczającej ją ciemności. W końcu usiadła i tak długo płakała, aż u stóp wzgórza utworzyło się jeziorko. Wypłynął z niego strumyk nazwany przez miejscowych Jej-łzą. Z czasem nazwę ta przejęła rozwijająca się tutaj osada. Potem nazwa uległa zmienia na Iłża.

Pozostałe warte odwiedzin miejsca:

# grodzisko -"Kopiec Tatarski"
# na Górze Zamkowej pozostałości kamiennego zamku biskupów krakowskich, wzniesionego około 1340 r. przez biskupa Jana Grota, przekształconego około 1560 r. w renesansową rezydencję
- okrągła wieża bez szczytu z XIII w.
- podstawa kwadratowej wieży z XIV w.
- ślady wjazdu - filary mostu wjazdowego
- jedna ściana zewnętrzna z kluczowymi strzelnicami
# park miejski na Górze Zamkowej
# kościół farny Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, wzniesiony w 1326 r. z fundacji Marcina Szyszkowskiego, późniejszego biskupa krakowskiego:
- wczesnobarokowe ołtarze (boczny - marmurowy, przeniesiony z katedry wawelskiej)
- w nawie głównej stiukowa dekoracja sklepienia z XVII w.
- piękne portale: piaskowcowe i kamienne z kartuszami herbowymi oraz marmurowy portal wejściowy do kaplicy z 1630 r.
- marmurowa tablica inskrypcyjna w późnorenesansowym obramowaniu z piaskowca
- późnorenesansowa kaplica św. Krzyża, zbudowana z ciosów w 1629 r.
- pięciokondygnacyjna barokowa dzwonnica z 1758 r.
# rynek
# kościół szpitalny św. Ducha z 1448 r. murowany z kamienia łamanego; wewnątrz strop kolebkowy
# klasycystyczny szpital św. Ducha z 1754 r., fundacji biskupa Andrzeja Załuskiego (obecnie mieści się tu Muzeum Regionalne)
# piec garncarski
# na cmentarzu grób sanitariuszki AL "doktor Anki", Heleny Wolf, , biorącej udział w walkach w lasach starachowickich
# zespół pałacowo-parkowy w Krzyżanowicach

więcej informacji:

http://www.ilza.info/index.php?NR=220
"Dziennik", haloooo.com
Koronką, święconą wodą, różańcem w... Madonnę. Zacofanie średniowieczne to mało powiedziane. Kto tu żyje i rządzi w tym kraju? Ośmieszenie na miarę ogólnoświatową! Wynocha do "swoich" świątyń wybudowanych za miliardy zł, gdzie XXI wieku w Polsce są jeszcze ludzie bezdomni.
B. RADNY LPR CHCE ZABLOKOWAĆ KONCERT
Nie pomogła prezydent Warszawy, nie pomógł prezydent Polski, została tylko modlitwa. W intencji zablokowania koncertu Madonny b. działacz LPR odprawi "Koronkę do miłosierdzia" - donosi "Gazeta Wyborcza". Z kolei według "Dziennika" inicjatywę poparł Lech Wałęsa.
Akcją dowodzi radny sejmiku mazowieckiego Marian Brudzyński. Wnuk żołnierza armii gen. Hallera, były wysoki działacz LPR. Jego Komitet Obrony Wiary i Tradycji Narodowych "Pro Polonia" wsparty parafialnymi działaczami mówi "nie" koncertowi Madonny. Zdaniem Komitetu zaplanowany na 15 sierpnia występ znanej ze skandali gwiazdy kłóci się z powagą święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny i rocznicy Bitwy Warszawskiej.
Mohery: Madonna to antychryst, jej koncert jest bluźnierstwem

Tego samego zdania, według "Dziennika", jest Lech Wałęsa.

Modlitwą w prezydent

Po fiasku listów ostrzegawczych oraz petycji do państwowych i samorządowych instytucji Pro Polonia postawiła na działania bezpośrednie. Przygotowuje "publiczną krucjatę modlitewną" między 31 lipca a 15 sierpnia przed stołecznym ratuszem. Modły zaczną "Koronką do miłosierdzia", a na placu Bankowym stanie ruchomy ołtarz polowy z baldachimem. Po mszy w miasto ruszy procesja różańcowa - milczący przemarsz pod sztandarami Maryi.

W manifeście podpisanym przez Brudzyńskiego pt. "Warszawa to kosz na śmieci?" czytamy: "Zaczynamy od małej, kilkusetosobowej gromadki - wierzę, że skończymy zapełnionym całym Placem Bankowym rozmodlonych, zwykłych Polaków". Lider komitetu złoży we wtorek pismo o zezwolenie na publiczne zgromadzenie.

Lech Kaczyński rozczarował...

Jak mówi Brudzyński, jest zbudowany reakcją duchowieństwa. Zupełnie inne odczucia ma wobec PiS i prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Lokalni politycy Prawa i Sprawiedliwości na apele o wsparcie protestu nie odpowiedzieli, a Pałac Prezydencki wyjaśnił, że blokowanie koncertu Madonny nie mieści się w kompetencjach głowy państwa. - Jest dla mnie wielkim rozczarowaniem, że koncert obscenicznej wokalistki w dniu święta Wojska Polskiego, rocznicy Bitwy Warszawskiej nie oburza naczelnego wodza naszej armii i człowieka, który hołduje narodowym wartościom - mówi gazecie Brudzyński.

Mimo wyjaśnień ratusza, że nie organizuje koncertu, działacze komitetu rozważają apel do metropolity warszawskiego Kazimierza Nycza o nałożenie kary suspensy, czyli czasowego wykluczenia z Kościoła na prezydent Gronkiewicz-Waltz.
Zaciekawiło mnie to, bo nigdy o tym nie słyszałem.
Poczytałem sobie trochę o tych miejscach i doszedłem do pewnego wniosku.
We wszystkich tych miejscach są obiekty, miejsca ważne dla jakiejś religi. Modli się tam dużo ludzi. Podczas modlitwy ludzie mogą zostawiać, skupiać tam trochę swojej energii. Tych ludzi jest jednak tak dużo, że z tych drobinek energii mogły utworzyć się bardzo wielkie skupisko energii. To tylko teoria. Możliwe, że te czakry ziemi było od początku stworzenia świata.
Napiszę jednak do każdego miasta informację, która potwierdzi moją teorię:

-Delhi Znajduje się tam: Świątynia Lotosu, Hazrat Nizamuddin - stara dzielnica z grobowcem średniowiecznego świętego muzułmańskiego.

-Mekka No tutaj chyba nie muszę nic pisać. Każdy wie, że to centrum religijne islamu i najświętsze miasto muzułmanów, dostępne tylko dla wyznawców tej religii. Według wyznawców islamu miejsce urodzenia Mahometa (w 571) oraz miejsce objawienia sur mekkańskich. Od powrotu proroka z Medyny w 630 cel pielgrzymek wszystkich muzułmanów z całego świata.
W południowo-wschodnim narożniku Kaaby znajduje się czarny kamień (al-hadżar al-aswad), który jest celem hadżu - pielgrzymek milionów muzułmanów. Prawdopodobnie jest to meteoryt( to nie jest moja teoria).

-Delfy Miasteczko Delfy większego znaczenia nie miało nigdy, całą sławę zawdzięczało wyroczni. Powoli powstał tu cały okręg kultu, gdyż niemal wszystkie państewka Grecji chciały tu na świętej ziemi Apollina mieć swoje świątynie. Ośrodkiem tego świętego okręgu była świątynia Apollina, odbudowana po pożarze z 548 p.n.e. roku za pieniądze Alkmeonidów, przy wydatnej pomocy faraona Amazisa. W roku 373 p.n.e. ponownie zniszczona przez trzęsienie ziemi i przez pożar, została odbudowana przez Amfiktionów.
Te wypadki mogły być spowodowane złymi myślami i emocjami, które trafiały do tego dużego źródła energii. Jednak są to źródła pozytywnej energii, więc to trochę nie pasuje.

-Jerozolima
Jerozolima odgrywa ważną rolę dla trzech wielkich religii monoteistycznych: judaizmu, chrześcijaństwa i islamu oraz kilku mniejszych grup religijnych. W mieście znajduje się duża liczba miejsc kultu religijnego.

-Rzym Co tu dużo pisać. Może nie w Rzymie, ale tuż obok w Watykanie znajduje się Bazylika św. Piotra. To drugi co do wielkości kościół na świecie (powierzchnia: 23 000 m²) (Większą świątynią jest tylko Bazylika Matki Boskiej Królowej Pokoju w Jamusukro powierzchnia: 30000 m²) i jedno z najważniejszych świętych miejsc chrześcijaństwa. Wedle tradycji stoi na miejscu ukrzyżowania i pochówku św. Piotra, uznawanego za pierwszego papieża - jego grób leży pod głównym ołtarzem. W bazylice i w jej podziemiach znajdują się także groby innych papieży w tym Papieża Polaka - Jana Pawła II.

-Velehard Tradycja jednego z najważniejszych miejsc odpustowych w RCz sięga aż do XIII wieku, kiedy powstał tu pierwszy klasztor Cystersów. Dziś stoi tu rozległy kompleks klasztorny, nad którym góruje monumentalna barokowa bazylika Wniebowzięcia Panny Marii. Na Velehrad, który w 1990 roku odwiedził papież Jan Paweł II, zawsze 4 i 5 lipca zjeżdżają tysiące pielgrzymów na uroczystości Cyryla i Metodego.
Wprawdzie nie widzę tu nic specjalnie nadzwyczajnego, ale coś jest.

-No i jeszcze ten Wawel. Miałem tu trochę problemów. Jedyne, czego dowiedziałem się o tej kaplicy Gereona to, że według ezoteryków pod fundamentami tego kościoła znajduje się czakram wawelski wspominany już przez Apoloniusza z Tiany.
Uważany był za pośrednika między bogami i ludźmi, cudotwórcę, czarownika i proroka. Wiele podróżował (m. in. Azja Mniejsza, Indie). Doktrynę braminów próbował pogodzić z nauką Pitagorasa. Uznaje się go za religijnego wyznawcę neopitagoreizmu i teozoficznego gnostyka.
Jeszcze tylko tyle, ze pod budowlą znajdowała się krypta.

To tyle czekam na komentarze. Jeżeli popełniłem jakiś błąd to proszę mnie sprostować.
Gdańsk: Wrócą do bazyliki mariackiej?
KAI/J

Parafia Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny w Gdańsku domaga się od ministra kultury Kazimierza M. Ujazdowskiego zwrotu pięciu średniowiecznych ołtarzy.
W specjalnym liście mowa jest o czterech ołtarzach i jednym dyptyku, przechowywanych w Muzeum Narodowym w Warszawie. Korespondencja trafi dziś do rąk ministra. To już nie pierwsza próba odzyskania zabytków.

Zdaniem Tomasza Korzeniowskiego, dyrektora zbiorów i głównego konserwatora zabytków, głównym uzasadnieniem powrotu dzieł jest fakt, iż ołtarze te stanowią integralną część bezcennego zespołu arcydzieł sztuki średniowiecznej stworzonych dla kościoła mariackiego w Gdańsku.

- Pod tym względem Polska mogłaby się szczycić największym w Europie zbiorem gotyckich ołtarzy zachowanym w ich oryginalnym artystycznym kontekście - mówi Korzeniowski. - Zespół ten musi zostać scalony i objęty nadzwyczajną opieką oraz promocją nie tylko jako bezcenny przykład artystycznego dziedzictwa o randze ogólnoświatowej, lecz przede wszystkim jako jeden z najcenniejszy polskich skarbów kultury.

W liście podpisanym przez miejscowego proboszcza, ks. Stanisława Bogdanowicza, przypomina się, że "zespół ołtarzy Bazyliki Mariackiej przez stulecia był chroniony przed rozproszeniem lub zniszczeniem, m.in. dzięki bezpośredniemu patronatowi króla polskiego. Patronat ten został ustanowiony przez Kazimierza Jagiellończyka ponad pięć wieków temu i wygasł dopiero w wyniku rozbiorów Polski. Niezależnie od domagających się uszanowania polskich, królewskich tradycji kościoła Mariackiego w Gdańsku, należy przede wszystkim respektować aktualne zalecenia międzynarodowego prawodawstwa".

Opiekunowie bazyliki mariackiej powołują się na sygnowane przez Polskę "Zalecenia w sprawie ochrony dziedzictwa kulturalnego i naturalnego na płaszczyźnie krajowej", uchwalonego w Paryżu 16 listopada 1972 roku przez Konferencję Generalną Organizacji Narodów Zjednoczonych dla Wychowania Nauki i Kultury (UNESCO).

Dokument ten, w punkcie 22. brzmi: "(...) dobra dziedzictwa kulturalnego i naturalnego powinny być przywrócone do funkcji, które pełniły poprzednio albo też być przeznaczone do funkcji bardziej im odpowiadających, pod warunkiem, że ich wartość kulturalna nie zostanie narażona na szwank."

Do sytuacji przetrzymywania gdańskich ołtarzy przez Muzeum Narodowe w Warszawie odnosić ma się również punkt 24. ww. zalecenia: "Więzy, jakie czas i ludzie zadzierzgnęli pomiędzy zabytkiem a jego otoczeniem, mają ogromne znaczenie i nie powinny być w żadnym wypadku naruszane lub zrywane. Wyizolowanie zabytku przez zniszczenie jego otoczenia nie jest w zasadzie dopuszczalne, jak również jego przeniesienie, które może być traktowane jako rozwiązanie wyjątkowe, usprawiedliwione przez racje wyższego rzędu."

Ponadto konieczności scalenia zespołu ołtarzy bazyliki mariackiej odpowiada - jak dowodzi Tomasz Korzeniowski - stanowisku Rady Europy zawartym w Rekomendacji No. R (98) 4 Komitetu Ministrów dla państw członkowskich w sprawie środków promowania zintegrowanej konserwacji historycznych zespołów złożonych z zabytków nieruchomych i ruchomy (Przyjęta przez Komitet Ministrów 17 marca 1998 roku, na 623 spotkaniu delegatów). Punkt 17. rekomendacji brzmi: "Władze państwowe powinny zarządzić restytucję historycznego zespołu lub jego integralnej części na oryginalne miejsce na koszt osoby odpowiedzialnej niezależnie czy jest ona właścicielem."

- Innym istotnym argumentem przemawiającym za jak najszybszym zwrotem gdańskich dzieł sztuki przez warszawskie Muzeum Narodowe jest los innych ołtarzy bazyliki mariackiej przetrzymywanych poza granicami Polski - mówi Korzeniowski. - Jednym z przykładów jest ołtarz z kaplicy Bractwa św. Jerzego znajdujący się obecnie w berlińskiej galerii malarstwa. Podczas rozmów rewindykacyjnych w poprzednich latach strona niemiecka uzależniała proces rewindykacji gdańskich zabytków z Niemiec od postępów w tym zakresie na terenie samej Polski.

Ołtarz św. Rajnolda z roku 1515, ołtarz Jerozolimski z lat 1495-1500, dyptyk Winterfeldów z ok. 1430 roku, ołtarz baldachimowy z kaplicy św. Kosmy i Damiana z ok. 1420 roku oraz ołtarz cechu szewców (Pietas Domini) z ok. 1435 roku, o zwrot których zabiega Bazylika Mariacka, to nie jedyne dzieła sztuki, które po wojnie nie wróciły do gdańskich świątyń, ale pozostały w muzeach. Wystarczy wspomnieć "Sąd Ostateczny" Hansa Memlinga, eksponowany w Muzeum Narodowym w Gdańsku.



Mój komentarz:
Może wreszcie warszawskie MN zasłaniające się "Galerią sztuki gotyckiej im. kardynała Wyszyńskiego" odda gotyckie ołtarze wyszabrowane na Śląsku i Pomorzu, choć z drugiej strony - być może pobyt w muzeum uchronił je przed wiadomymi "kornikami"? :wink:
Coś w temacie.

Muzyka liturgiczna w posoborowym Kościele

Wywiad z ks. Robertem C. Pasley’em KHS

Od połowy lat sześćdziesiątych katolicy w Ameryce Północnej mogli już oglądać “msze ludowe” przy akompaniamencie gitar akustycznych, „msze z polką” przy dźwiękach akordeonu czy „msze dla nastolatków” z oprawą muzyczną w wykonaniu amatorskich zespołów rockowych. Czy Sobór Watykański II wzywał do tego typu eksperymentów? Co właściwie soborowe dokumenty mówią o muzyce liturgicznej?

Ks. Robert Pasley: Nie, dokumenty soborowe nie wzywały do wprowadzenia tego typu muzyki. Dokumenty kościelne mówią o dopuszczeniu do wykonywania nowych kompozycji w językach narodowych. Ta myśl pojawiła się zresztą już wcześniej, jednakże oficjalne teksty Kościoła deklarują, że śpiew gregoriański cieszy się uprzywilejowaną pozycją w liturgii. Aprobują również inne dzieła należące do naszego dziedzictwa, w szczególności polifoniczną muzykę chóralną, która jest najbliższa chorałowi. Nawet kompozycje na chór i orkiestrę są dozwolone, dopóki nie odciągają uwagi od mszy i nie stają się same w sobie odrębnym od niej występem.

Najnowszy dokument Watykanu dotyczący muzyki kościelnej nosi tytuł Musicam Sacram, pochodzi z 1967 roku i nie wspomina słowem o zespołach rockowych lub mszach przy akompaniamencie gitar. Wyznacza on właściwie priorytety w kwestii tego, które części mszy mają być śpiewane. Po pierwsze, jeżeli już cokolwiek jest śpiewane podczas mszy, to powinny to być w pierwszej kolejności: znak krzyża na początku, modlitwy kapłana, dialogi kapłana z wiernymi, aklamacje przy Ewangelii[1], dialog prefacji, prefacja i Święty, Modlitwa Pańska oraz rozesłanie.

W drugiej kolejności powinny być natomiast śpiewane: Kyrie, Gloria, Agnus Dei, Credo oraz modlitwa wiernych. W końcu, jako trzecie w hierarchii ważności, dokument wymienia pieśń na wejście i śpiew podczas procesji komunijnej (przez pieśń rozumie się tu jednak Introit oraz antyfonę na komunię z Graduału Rzymskiego lub psalmy w Graduale Simplex albo antyfonę na wejście i na komunię znajdujące się w Mszale Rzymskim), śpiewy między czytaniami (psalm responsoryjny lub Graduał czy też Traktus z Graduale Romanum), werset Offertorium z Graduału Rzymskiego oraz czytania, w tym Ewangelia. Dokument ów stanowi ponadto, że jeżeli wszystkie wymienione wyżej części są śpiewane, można dodać do całości hymny.

Niemal wszystkie wskazania Musicam Sacram zostały zignorowane i śpiew, który był wyjątkiem i [miał być] włączany do mszy jako ostatni w kolejności – hymn – w efekcie stał się pierwszym i jedynym śpiewem, który w ogóle jest wykonywany. Wprowadziło to do liturgii wszystkie rodzaje muzyki świeckiej i tonalności, których przedtem nawet sobie nie wyobrażano.

Czy nie jest sprzecznością oczekiwać chorału gregoriańskiego oraz polifonicznej muzyki chóralnej na mszy i jednocześnie wymagać od zgromadzenia aktywnego uczestniczenia w Eucharystii?

Ks. Pasley: Cóż, zależy co rozumie się przez aktywne uczestniczenie. W języku angielskim przyjęło się tłumaczenie tych słów Soboru jako „aktywne uczestniczenie”, ale [łaciński] oryginał to participatio actuosa, który oznacza „rzeczywiste uczestniczenie”. Gdy zaś o nim mowa, faktycznie odzwierciedla ono myślenie Piusa XII wyrażone w jego encyklice na temat liturgii, Mediator Dei [1947]. W Mediator Dei mowa jest o tym, że w mszy nieodzowny jest udział ludu, że nie jest on tylko biernym obserwatorem. Jednakże ów udział odnosi się przede wszystkim do przeżywania wewnętrznego, a dopiero w drugiej kolejności do zewnętrznych czynności.

Nawet w tradycyjnej mszy są części, które mógł śpiewać lud, np. Kyrie. Śpiewa się je po grecku i jest bardzo proste: „Panie, zmiłuj się nad nami, Chryste, zmiłuj się nad nami.” Nie wymaga praktycznie żadnej nauki. Następnie Sanctus: po kilku wykonaniach lud wiedziałby, co znaczą łacińskie słowa. Podobnie jest z Agnus Dei. Być może Gloria i Credo byłyby dla ludu z początku trochę trudne do zrozumienia, ale ten medal ma dwie strony. Po pierwsze, nawet najnowsze Ogólne wprowadzenie do Mszału rzymskiego z 2000 roku stwierdza, że schola może sama śpiewać Gloria i Credo (dodam, że OWMR mówi, iż Credo powinno być “śpiewane lub odmawiane” – zwracam tu uwagę na pierwszeństwo śpiewu). Schola może śpiewać dłuższy tekst po łacinie, podczas gdy lud może wykonywać refren. To przykład zewnętrznego uczestniczenia. Ale, co ważniejsze, jeżeli lud ma w ławkach obok wersji łacińskiej tłumaczenie, może siedzieć tam i medytować nad tymi słowami, podczas gdy schola – jako “eksperci” – śpiewa je. Większość ludzi nie ma dobrego głosu i czuje się niezręcznie śpiewając. Tak, mogą zaśpiewać znany im hymn, przy wsparciu organów. Ale prawdziwe aktywne uczestniczenie pojawia się, gdy lud medytuje, używając zmysłu słuchu do słuchania, wzroku do czytania, kiedy lud jednoczy się z wprawionymi w śpiewie kantorami, kiedy wierni wznoszą swe serca do Boga tak, że efektem nie jest bezustanne zaangażowanie, ale faktyczne uczestniczenie. Sobór Watykański II rzeczywiście wzywał do większego uczestniczenia, ale sądzę, że Ojcowie mieli tu na myśli raczej śpiewanie chorału oraz wprowadzenie jakiejś nowszej muzyki sakralnej, która byłaby podobna do chorału, utrzymana w jego duchu.

Znaczna część najpiękniejszej muzyki tradycyjnej Kościoła poszła w odstawkę, gdy możliwe stało się odprawianie mszy w języku narodowym. Jak tłumaczyłby Ksiądz nieprzyjazne nastawienie do muzyki z łacińskimi tekstami wśród części duchowieństwa także dzisiaj?

Ks. Pasley: Sądzę, że nastąpiło odrzucenie łaciny jako języka obcego, którego lud nie rozumiał, jako czegoś zbyt trudnego i wymagającego. Była ona również symbolem przeszłości. Jego Świątobliwość papież Benedykt XVI, jeszcze jako kardynał Ratzinger, napisał książkę zatytułowaną Nowa pieśń dla Pana. Pyta w niej, dlaczego przeciwstawia się sobie okres przed i po soborze, jakby dzieliła je przepaść. W istocie powinna istnieć między nimi ciągłość, a mimo to wielu ludzi dostrzega tu lukę. Ultratradycjonaliści postrzegają ją jako zerwanie z tradycją; ultraliberałowie lub też „postępowi” kapłani widzą w niej zerwanie z przeszłością, do którego skądinąd nie powinno dojść. Bywa, że za zupełnym odrzuceniem łaciny jako zbyt „formalnej” stała swoista mentalność ideologiczna. Żyjemy w czasach, w których wszystko ma być bardziej wspólnotowe, bardzo nieformalne, w których nie ma sensu jakakolwiek odrębność; wszystko powinno być wspólne. Tak więc ów „formalizm” łaciny był postrzegany jako przeszkoda. W praktyce, jeżeli pozbędziemy się tekstu łacińskiego i lud odzwyczaja się od słuchania łaciny, nie wykonujemy również łacińskiej muzyki, bo jest to jeszcze bardziej „formalne”. Jest ona częścią dziedzictwa cywilizacji zachodniej i wielu ludzi dopracowywało ją przez wieki z ogromną precyzją. Kłóci się z nowoczesną mentalnością pod tytułem „Hej, ludziska, jestem waszym kumplem”. [Śmiech]

W tym roku znowu, w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, sprawował Ksiądz uroczystą sumę w kościele katedralnym Księdza diecezji, z wykwalifikowaną schola cantorum [grupą kantorów], intonującą odpowiednie modlitwy w chorale gregoriańskim, oraz chórem zawodowych muzyków, śpiewających Palestrinę. Skąd wziął się taki zwyczaj? Jak uzasadnia Ksiądz spory wydatek, jakim jest organizacja takiej wspaniałej mszy chorałowej?

Ks. Pasley: Gdy pewnego dnia spacerowałem z dyrektorem muzycznym Misji Mater Ecclesiae, powiedziałem: „Szkoda, że nasza kaplica jest tak mała; chętnie odprawiłbym mszę z muzyką autorstwa Haydna lub Mozarta. Obawiam się, że nigdy nie będziemy w stanie tego zrobić”. Odpowiedział: “Dlaczego więc nie spróbujemy zorganizować większej mszy z chórem w katedrze, z okazji któregoś święta, kiedy żadne inne uroczystości nie byłyby planowane w tym czasie?”. A Wniebowzięcie jest uroczystością, podczas której wszyscy są na wybrzeżu New Jersey, by uczestniczyć w błogosławieniu oceanu. Pomyślałem również, że byłby to dobry sposób na zademonstrowanie łączności parafii z diecezją oraz potwierdzenia przez diecezję, że jesteśmy jej kanoniczną częścią. Byłaby to msza dziękczynna za utworzenie Misji Mater Ecclesiae i stwarzałaby okazję do uwydatnienia roli muzyki liturgicznej. Poszedłem zatem do boa DiMarzio, ówczesnego ordynariusza diecezji Cadmen, który wręcz zachwycił się tym pomysłem. Było to w roku 2001. W tym roku natomiast celebrowaliśmy naszą piątą, doroczną uroczystą mszę dziękczynną.
Kiedy zakładano Misję Mater Ecclesiae, jednym z powodów naszego istnienia, jednym z czterech apostolatów, było wspieranie dobrej muzyki liturgicznej, zgodnie z oczekiwaniami Watykanu. W istocie tezy Vaticanum II nie różnią się zbytnio od wypowiedzi Piusa XII, za wyjątkiem nieco większego nacisku położonego przez sobór na języki narodowe; utrzymuje się on zasadniczo w głównym nurcie nauczania, mającym swoje źródło jeszcze u Piusa X.

Ja natomiast zawsze kochałem chorał i zajmowałem się muzyką kościelną. Kiedy zatem zostałem mianowany rektorem Misji Mater Ecclesiae, która poprzednio była kaplicą, w której odprawiano łacińskie msze, pomyślałem, że byłaby podatnym gruntem dla takiej muzyki, ponieważ łacina jest tam intensywnie używana, a więc możemy wykonywać muzykę tradycyjną. Mieliśmy już uczęszczających na mszę wiernych, którzy interesowali się chorałem. Teraz mamy własną scholę oraz ludzi we wspólnocie, którzy lubią włączać się w śpiew. Ale dla muzyki chorałowej rzeczywiście ponosimy większe koszty, by wynająć zawodowych śpiewaków.

Czujemy, że nasz lud naprawdę angażuje się w dobroczynność. Angażuje się w działalność Rycerzy Kolumba, którzy zajmują się zbiórką żywności oraz niezbędnych artykułów dla biednych i upośledzonych umysłowo. Pilnujemy, by jednym z naszych celów każdego roku było hojne wsparcie biskupiego funduszu charytatywnego, a nawet udawało nam się co roku przekraczać planowaną kwotę, od początku naszego zaangażowania. Staramy się również przeznaczać pieniądze na potrzeby, które dostrzegamy wokół parafii, dozór nad budynkami, pomoc materialną dla ubogich, itd. Sądzimy, że przyłożyliśmy się do tych obowiązków (choć zawsze można oczywiście zrobić więcej). Jednakże czujemy, że w obecnych czasach, mając na uwadze ubóstwo muzyki liturgicznej, musimy służyć Bogu i Kościołowi, inwestując w dobrą muzykę liturgiczną. Kościół wydaje pieniądze na programy socjalne, administrację, szaty liturgiczne, architekturę i sztukę; myślę, że powinien również wyasygnować fundusze na największą ze sztuk – tę, która stanowi integralną część liturgii, a którą jest muzyka sakralna. Wszystkie inne sztuki są pomocnicze, pomagają nam w oddawaniu czci Bogu, ale tylko jedna sztuka jest określana jako ars integra, coś, co jest częścią samej liturgii, a jest nią muzyka.

Jak jeszcze Misja Mater Ecclesiae pomaga zachowywać tradycyjną muzykę liturgiczną?

Ks. Pasley: W każdą niedzielę na mszy mamy chorał gregoriański. Posiadamy również system pozyskiwania datków na specjalne dni świąteczne w ciągu roku. Celebrujemy od 20 do 25 dni świątecznych, na przykład jesienią: św. Michała Archanioła, Najświętszej Maryi Panny Różańcowej, Chrystusa Króla, Wszystkich Świętych oraz Dzień Zaduszny, Boże Narodzenie. Staramy się organizować specjalne msze chorałowe na te dni. Zachęcamy ludzi do składania ofiar, które publikujemy w biuletynie, na chorałową mszę świętą w zamówionej przez nich intencji. Mamy również muzyków, którzy przybywają na te msze, by na nich śpiewać.

Założyliśmy również dziecięcy chór, śpiewający chorał gregoriański, pod dyrekcją Nicholasa Becka, naszego dyrektora muzycznego oraz, od niedawna, absolwenta Westminster Choir College. Stale śpiewa w nim około dziesięciorga młodych ludzi.
Nosimy się również z zamiarem zainicjowania własnego chóru dla dorosłych. Świetnie spełniali swoje zadanie, śpiewając hymny podczas mszy zwykłej o godzinie 9.00 w niedziele, a teraz zaczną uczyć się chorału gregoriańskiego oraz innych mszy chóralnych tak, byśmy mogli lepiej wykorzystać ich głosy. Tworzymy również bibliotekę muzyki liturgicznej. Mam ponadto nadzieję na nawiązanie współpracy z wielką biblioteką muzyki sakralnej, którą stworzył wielebny Schuler w kościele św. Agnieszki w St. Paul w stanie Minnesota. Chciałbym się przekonać, co możemy zrobić, by wykorzystać te zasoby.

Stowarzyszenie sympatyków mszy trydenckiej w Europie, zwane „Juventutem”, wysłało delegację na ubiegłoroczne Światowe Dni Młodzieży i celebrowało tradycyjną mszę łacińską codziennie podczas tych obchodów, w pobliżu Duesseldorfu. Czy spodziewa się Ksiądz rozkwitu liturgii trydenckiej za pontyfikatu papieża Benedykta XVI?

Ks. Pasley: Mam taką nadzieję. Dotychczas dało się zauważyć wiele dobrych znaków. Pierwsze przemówienie Ojca Świętego do kardynałów, po jego wyborze na Stolicę Piotrową, zostało wygłoszone po łacinie. Msza inaugurująca pontyfikat oraz wcześniejsza msza pogrzebowa papieża Jana Pawła II były zarówno piękne, jak i bardzo dostojne oraz bardzo wzruszające. Przeniesienie ciała z Sali Klementyńskiej do Bazyliki św. Piotra, z towarzyszącym mu Miserere oraz śpiewanym chorałem, zapierało dech w piersiach, zatem byłem bardzo zadowolony z przebiegu tego obrzędu. Wiem, że Benedykt XVI powiedział, że lud powinien znać podstawowe modlitwy po łacinie. Sądzę więc, że staną się naprawdę cudowne rzeczy. Znów jednak będzie musiał iść pod prąd. Ponadto, jak św. Benedykt, twórca monastycyzmu, zainicjował powstawanie małych wspólnot, które zaczęły zmieniać Europę, tak i dziś na całym świecie powstają małe wspólnoty, które dokonają podobnych zmian.

Gdy kard. Joseph Ratzinger pełnił funkcję prefekta Kongregacji Nauki Wiary, napisał książkę zatytułowaną Duch Liturgii. Mniej znanym faktem jest to, że pisał obszernie również o muzyce liturgicznej. Czy może Ksiądz powiedzieć kilka słów o jego nauczaniu dotyczącym tego tematu?

Ks. Pasley: Przeczytałem Ducha liturgii, Raport o stanie wiary, Święto wiary i Nową pieśń dla Pana [inne zbiory pism kardynała Ratzingera] i – krótko mówiąc – wydaje mi się, iż jest on zdecydowanie przeciwny idei, według której lud musi robić wszystko, by uczestniczyć aktywnie w liturgii; pokazuje, że ten pogląd jest absolutnie nietrafiony, że nie tego chciał Sobór. Wyjaśnia, że chór może spełniać swą posługę, reprezentując lud poprzez talent, który posiada, poprzez wykształcenie muzyczne, które otrzymał. Członkowie chóru mogą być swego rodzaju namiastką ludu wielbiącego Boga tak, aby lud mógł łączyć się z nimi wewnętrznie i w ten sposób wyśpiewywać chwałę Bogu w sposób, w jaki sam nigdy nie potrafiłby tego czynić.

To właśnie uderzyło mnie najbardziej. Chór nie śpiewa sam dla siebie, podczas gdy lud jest w jakiś sposób oddzielony od akcji liturgicznej. Kiedy ludzie zagłębiają się w samą mszę, a chór spełnia swoją posługę, wtedy współgrają ze sobą i dochodzi do pięknego połączenia wszystkich tych cudownych rzeczy.

Lud nie wypowiada słów Kanonu Rzymskiego wraz z kapłanem. Dlaczego więc nie mógłby słuchać również chóru? Nie chodzi o to, że śpiew zarezerwowany byłby wyłącznie dla chóru. Na uroczystej Mszy Wniebowzięcia w katedrze, lud śpiewał wszystkie odpowiedzi, śpiewał hymny, aż drżały mury, ale były również chwile odpoczynku i słuchania.

Kolejną sprawą, o której obszernie mówi Papież, jest potrzeba ciszy. W nowej liturgii czasem wydaje się, że momenty ciszy trzeba wprowadzać niejako na siłę, by lud miał czas na refleksję. Z drugiej strony, jeżeli chór wykonuje tradycyjną muzykę sakralną, a lud słucha i jednoczy się z nim w ten sposób, to jest to czas jego osobistego milczenia, w którym chór stanowi tło dla medytacji ludu. Zatem chór naprawdę sprzyja poczuciu czci w liturgii.

Ojciec Święty wymienia również kilka praktycznych środków, które zaobserwował w katedrze w niemieckim Regensburgu, gdzie jego brat Georg przez wiele lat kierował chórem. Ratzinger nie widzi problemu, by - na przykład - chór wykonywał kunsztowny, polifoniczny śpiew Agnus Dei w całości. Z zasady zabronione jest zmuszanie kapłana do czekania przy ołtarzu, aż śpiew dobiegnie końca. Proponowane przez Ratzingera rozwiązanie polega na tym, że pierwsze Baranku Boży śpiewane jest we właściwym mu czasie; potem następuje pauza, w której ksiądz wypowiada słowa Oto Baranek Boży. Następnie chór kontynuuje śpiew drugiego i trzeciego powtórzenia, podczas gdy lud przystępuje do komunii.

Papież Benedykt XVI stwierdza ponadto, że muzyka sakralna jest „logocentryczna”. Innymi słowy, jest służebnicą Słowa. Jest służebnicą i nośnikiem, winnym przekazywać słowa Pisma Świętego i modlitwy liturgiczne, w gruncie rzeczy – samego Chrystusa. Jej nadrzędnym celem nie jest dostarczanie emocjonalnych uniesień i rozrywki, nie jest ona przeznaczona dla nas, ale ma za zadanie wychwalać Boga, następnie wznosić ku Niemu nasze umysły i serca, by wzbudzać w nas pragnienie otwarcia się na wcielenie się Słowa w nasze dusze.

Dlatego właśnie chorał gregoriański jest muzyką liturgiczną najwyższego kalibru. Jego celem jest przekazywanie słów Pisma i w ten sposób także samego Słowa. Tak znaczna część współczesnej muzyki nie ma prawie żadnej treści. Jeżeli już ją posiada, to kwestia tego, jaka mała doktryna jest w niej wyrażona, często bywa wysoce wątpliwa i jest nierzadko wykorzystywana do emocjonalnego pobudzenia tłumu jak na swoistym, liturgicznym wiecu. Muzyka liturgiczna musi być “logocentryczna”.

Jaki jest cel Stowarzyszenia Liturgii Łacińskiej (Latin Liturgy Association)? Kto i w jaki sposób może stać się jego członkiem?

Ks. Pasley: LLA zostało założone w 1975 roku; celem było wyrażenie poparcia dla używania łaciny w liturgii, w świetle nauczania Soboru Watykańskiego II, i danie ludziom kochającym liturgię łacińską możliwości spotkania się i dyskusji nad problemami i trudnościami, proponowania rozwiązań i wzajemnego wspierania się.

Pamiętam, jak dowiedziałem się o nim, będąc klerykiem w seminarium św. Karola w Filadelfii; zapisałem się i od tamtego czasu jestem jego członkiem. Każdy może nim zostać. Mają swoją stronę w Internecie. Rozsyłają piękny biuletyn dwa lub trzy razy do roku.

Generalna konwencja ma miejsce co roku; w przyszłym roku LLA spotyka się w St. Louis. Istnieją lokalne oddziały LLA; my, południowe New Jersey, przynależymy do oddziału w Filadelfii. Doktor Rudy Masciantonio, przewodniczący, jest również członkiem Mater Ecclesiae.

Tradycyjni katolicy z całego trzystanowego obszaru New Jersey, Pennsylvanii i Delaware przychodzą do Misji Mater Ecclesiae, by doświadczyć uroczystej atmosfery i piękna celebrowanej tam liturgii. Co radzi Ksiądz tym, którzy chcieliby zabrać z sobą cząstkę tamtej muzyki do własnych parafii? W jaki sposób zgromadzenie uczy się na nowo śpiewu po łacinie?

Ks. Pasley: Kilka rzeczy. Na poziomie praktycznym, Amerykańskie Stowarzyszenie Muzyki Katolickiej (Catholic Music Association of America – CMAA) posiada stronę internetową www.musicasacra.com. Staje się ona bogatym źródłem zasobów. Dysponujemy rzeszą ludzi w całym kraju, którzy mogą wygłaszać konferencje w parafiach i przekazywać parafianom pewne podstawowe informacje z tego zakresu. Posiadamy dużą grupę prelegentów na Północnym Wschodzie, w Connecticut, Massachusetts, w stanie Nowy Jork, w New Jersey i Pennsylvanii, więc dostępnych jest mnóstwo wykładowców. Założony przez CMAA blog jest wspaniały, mnóstwo ludzi pisze doń z różnymi pomysłami. Członkowie Jeffrey Tucker i Arlene Oost-Zinner tworzą wspaniałe artykuły, a ponadto znajdują dla tych wszystkich idei bardzo praktyczne zastosowanie w ich własnej parafii w Alabamie. To jedna sprawa.

Druga sprawa to: idźcie do domu i przeczytajcie dokument Soboru Watykańskiego II mówiący o liturgii, Sacrosanctum Concilium. Wszyscy o nim mówią, mówią o duchu Soboru, ale trzeba go przeczytać. Po przeczytaniu będziecie odrobinę zszokowani tym, które spośród jego zaleceń nie są wykonywane.

Po trzecie: zdobądźcie egzemplarz Musicam Sacram (1967), który jest dostępny w Internecie. Można znaleźć go na kilku stronach, które archiwizują dokumenty pontyfikalne [np. ewtn.com]. Przeczytajcie Musicam Sacram. To niezmiernie ważne, ponieważ jest ona często cytowana we Ogólnym Wprowadzeniu do Mszału Rzymskiego.

W końcu, spróbujcie znaleźć kogoś – nie byle amatora – kto zna się trochę na muzyce i kto wam pomoże. I zaczynajcie powoli. Ludzie czują się nieswojo wobec zmian, nawet jeśli są to zmiany na lepsze. Przyzwyczajają się do pewnych rzeczy. Obawiają się również rzeczy sobie nieznanych. Wielu ludzi skrywa w sobie głęboko zakorzenione przekonanie, iż łacina jest tak trudna, że nigdy się jej nie nauczą. Mówię to nawet ludziom w Mater Ecclesiae: spójrzcie - kiedy tu przychodzicie, jeżeli łacina nie jest wam znana, zajmie wam to najwyżej miesiąc lub dwa, by w końcu poczuć się dobrze i ją zaakceptować; potem wszystko zaczyna się układać i pasować do siebie.

Zatem radzę: nie spieszcie się i zaczynajcie od małych rzeczy. Może nauczcie się jakichś pięknych Kyrie i zacznijcie je śpiewać podczas mszy. Może nauczcie się kilku Alleluja, które będziecie mogli śpiewać po komunii, jeśli są zbyt długie, by śpiewać je przed Ewangelią. Może nauczcie się kilku paru prostych hymnów, których ludzie nie słyszeli całe lata, takich jak Adoro te devote lub Jesu dulcis memoria i piękne, krótkie hymny. A kiedy już to zrobicie, upewnijcie się, że macie kartki z repertuarem, które możecie rozdać parafianom, z łacińskim tekstem z jednej strony i tłumaczeniem z drugiej. Ludzie mówią „No cóż, jak lud ma cokolwiek rozumieć, skoro wszystko jest po łacinie?”. Otóż w Mater Ecclesiae mamy mszalik, który zawiera z jednej strony tekst łaciński, a z drugiej jego angielskie tłumaczenie, więc lud może śledzić tekst i wychwytywać poszczególne myśli. Ale jeżeli po prostu śpiewacie po łacinie ni z tego, ni z owego, bez żadnego przygotowania, lud się wyłączy, ponieważ nie będzie tego rozumiał, nie będzie wiedział, co się dzieje. Jeżeli natomiast zaczniecie z wyczuciem, od prostych rzeczy, rozdając wiernym tłumaczenie tak, by mogli śledzić tekst, ludzie pokochają ten śpiew.

Rozmowa: Michale J. Miller

Ks. Robert C. Pasley jest kapłanem diecezji Cadmen w New Jersey oraz rektorem Misji Mater Ecclesiae, odpowiednika parafii bez określonego terytorium, gdzie sprawuje codzienną mszę świętą oraz inne sakramenty w klasycznym rycie rzymskim. Od ponad 25 lat jest członkiem Stowarzyszenia Liturgii Łacińskiej, ponadto zasiada w zarządzie Amerykańskiego Stowarzyszenia Muzyki Sakralnej. We wrześniu 2004 został pasowany na Rycerza Grobu Pańskiego.

Wywiad został opublikowany w wydaniu „Catholic World Report” ze stycznia 2006 roku.

Tłumaczenie: Jakub Kubica
http://gdansk.naszemiasto.pl/wydarzenia/926833.html

Sąd Ostateczny Memlinga w bazylice Mariackiej. Ryszard Krauze kupił obraz anonimowo za 15 tys. euro
dziś
Zakupiony przez 'anonimowego darczyńcę' XVII-wieczny obraz przesuwa naszą wiedzę na temat gdańskiej świątyni o około 200 lat

Widzowie usiedli na krzesłach, rozbłysły flesze, włączono kamery. W obecności historyków, muzealników, dziennikarzy i zainteresowanych mieszkańców Gdańska doszło do konfrontacji po 350 latach. Wzięli w niej udział - gdańska bazylika Mariacka i XVII-wieczny obraz, przedstawiający jej wnętrze z "Sądem Ostatecznym" Hansa Memlinga na pierwszym planie.

- Odnalezienie tego obrazu jest ważne nie tylko dla Gdańska, ale także dla Europy - twierdzi prof. Juliusz Chrościcki, kierownik Zakładu Historii Sztuki Uniwersytetu Warszawskiego. - Jest to najstarsze znane dzieło ukazujące, jak wyglądało wnętrze gdańskiej świątyni!

Dotychczas historycy sztuki uznawali, że to pochodząca z 1823 roku grafika Randta jest najwcześniejszym przekazem ikonograficznym przedstawiającym wnętrze bazyliki Mariackiej. Obraz pędzla nieznanego autora przesuwa naszą wiedzę na temat świątyni o około 200 lat. Powstał on po 1616 roku (malarz uwiecznił na nim datowane na ten okres epitafium Daniela i Anny Czirenbergów), a przed 1660.

Tajemnicą pozostaje tożsamość osób przedstawionych na obrazie.

- "Sąd Ostateczny" otwierano tylko przy wyjątkowych okazjach, dla wyjątkowych gości - mówi prof. Chrościcki. - Takim gościem mógł być mężczyzna w czarnym kapeluszu, któremu towarzyszą dwie mniej ważne osoby i przewodnik. Być może byli to dyplomaci, którzy zjechali do Gdańska z okazji zawarcia pokoju 0liwskiego.

Ekspert, dr Ryszard Szmydki z Belgii, zwraca uwagę na postać Francuza Charlesa Ogiera, autora "Dziennika podróży do Polski", który odwiedził Gdańsk w latach 1635-1636. Ogier wspomina swoją wizytę w bazylice Mariackiej i oglądanie słynnego ołtarza. Czyżby to on był mężczyzną w czarnym kapeluszu, z orderem na piersi?

W poniedziałkowej "konfrontacji" uczestniczył także prof. Andrzej Januszajtis, znawca historii Gdańska, który wcześniej w telewizyjnej Trójce wyraził wątpliwości co do autentyczności i wartości płótna. Wczoraj profesor już nie miał żadnych wątpliwości.

- Ogromnie się cieszę, że ten bezcenny dla wiedzy o bazylice Mariackiej obraz wrócił do Gdańska - mówił przejęty prof. Januszajtis. - Dzięki niemu ze szczegółami poznaliśmy wnętrze kościoła. Teraz należy poczynić kolejne kroki, by scalić wszystkie zabytki związane ze świątynią. Począwszy od przywrócenia jej oryginału "Sądu Ostatecznego" Memlinga z gdańskiego Muzeum Narodowego. Widoczna na obrazie predella trafiła do kościoła św. Jana w Berlinie. Tam też wywieziono w czasie wojny "Tron Łaski". Z kolei w Muzeum Narodowym w Warszawie wystawianych jest pięć cennych ołtarzy. A to jeszcze nie wszystko...

Obraz, przywieziony w poniedziałek w nocy z Brukseli do Gdańska, trafił do bazyliki Mariackiej zaledwie na kilkanaście godzin. Już dziś zostanie przetransportowany do Torunia, gdzie przejdzie prace konserwacyjne.

- Być może prześwietlenie go pozwoli na znalezienie sygnatury malarza - mówi Tomasz Korzeniowski, konserwator bazyliki. - Na pewno za miesiąc, kiedy wróci do Gdańska i zawiśnie we wnętrzu świątyni, będziemy mogli powiedzieć o nim jeszcze więcej.

Rzadki obraz trafił do bazyliki Mariackiej dzięki "anonimowemu sponsorowi".

Obraz pojawił się na aukcji kilka tygodni temu. Proboszcz Bazyliki, ks. infułat Stanisław Bogdanowicz o pojawieniu się obrazu na aukcji usłyszał od gdańskiego znawcy zabytków Mirosława Zeidlera. Ale gospodarzy kościoła nie stać było na tak drogi zakup.

Dyrekcja gdańskiego Muzeum Narodowego (gdzie przechowywany jest "Sąd Ostateczny" mimo usilnych starań Bazyliki Mariackiej o jego zwrot) nie wyraziła chęci kupna XVII-wiecznego płótna.
Po opublikowaniu przez "Polskę. Dziennik Bałtycki" informacji o "obrazie z obrazem", do konserwatora Bazyliki Mariackiej zgłosił się "anonimowy przedsiębiorca", który wyraził chęć zakupu dzieła. Wczoraj w dwóch niezlaeżnych źródłach ustaliliśmy, że jest to Ryszard Krauze.

Oficjalnie na temat zakupu nikt ze strony Krauzego nie chce się wypowiadać.

- Mogę tylko powiedzieć, że w przeszłości bardzo często pomagaliśmy w ramach innych przedsięwzięć, robiąc wiele podobnych zakupów - twierdzi Krzysztof Król, dyrektor odpowiedzialny za kontakt z mediami w Prokom Investments.. - Czasami informowaliśmy o tym oficjalnie, czasem nie.

Tomasz Korzeniowski, konserwator Bazyliki Mariackiej także unika odpowiedzi na pytanie o sponsora.

- Zgodnie z umową nie mogę udzielać informacji na ten temat - stwierdza krótko.

Dodaje, że anonimowy sponsoring to wielka wartość w dzisiejszych czasach, gdy często za tego typu gestami stoi chęć znalezienia bezpłatnej reklamy.

Największy ceglany kościół na świecie i najsłynniejszy gdański tryptyk "Sąd Ostateczny" Hansa Memlinga związane były ze sobą przez cztery wieki z przerwami. Obraz z ok. 1470 roku, zamówiony przez Medyceuszy, został zrabowany przez gdańskiego kapra Pawła Beneke i ofiarowany kościołowi Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Z Gdańska pierwszy raz zabrały go do Luwru wojska napoleońskie (wrócił w 1817 roku). Drugi raz wywieźli go Niemcy pod koniec II wojny światowej. Potem Rosjanie tryptyk zabrali do Ermitażu. Ołtarz wrócił do Gdańska, ale już nie do bazyliki, lecz do Muzeum Narodowego. W kościele wisi jego kopia.

oraz:
http://miasta.gazeta.pl/t...Mariackiej.html

Głośny obraz wystawiony w Bazylice Mariackiej
ak
2008-11-24, ostatnia aktualizacja 2008-11-25 09:44

- To będzie nasz kolejny skarb, który na pewno przyciągnie wielu zwiedzających - mówił w poniedziałek Tomasz Korzeniowski, konserwator kościoła Mariackiego. Obraz, o którym od kilku miesięcy głośno w Trójmieście, przez kilka godzin mogli podziwiać mieszkańcy Gdańska i turyści.

Wystawiona na aukcji XVII-wieczna praca to najstarszy znany obraz pokazujący wnętrze kościoła Mariackiego

- Trochę ciemny i taki mały ... - mówi Elwira Ochowska, która specjalnie przyjechała do gdańskiej bazyliki z Gdyni, żeby zobaczyć dzieło, o którym tyle czytała w prasie. - Spodziewałam się, że będzie większy, trochę rozczarowuje. Wnętrze kościoła rzeczywiście podobne do naszej bazyliki, tylko okna jakby trochę inne.

Odnaleziony kilka miesięcy temu na wiedeńskiej aukcji XVII-wieczny obraz, ukazujący prawdopodobnie wnętrze Bazyliki Mariackiej, przyleciał do Gdańska wczorajszej nocy. Rano wystawiono go w kościele na kilka godzin, żeby dzieło zobaczyć mogli wszyscy zainteresowani. Chętni mogli też wysłuchać wykładu Tomasza Korzeniowskiego, który udowadniał, że wnętrze kościoła na obrazie to na pewno gdańska bazylika.

Spór, czy tak jest naprawdę, rozpoczął się kilka miesięcy temu, kiedy obraz nieznanego autora, przedstawiający kościelne wnętrze ze słynnym tryptykiem "Sąd Ostateczny" Hansa Memlinga, pojawił się w domu aukcyjnym w Wiedniu. Pracownicy gdańskiego Muzeum Narodowego od razu mieli wątpliwości i zrezygnowali z jego kupna. Ich obiekcje budziła skala budowli, charakter sklepień, oświetlenie wnętrza czy rozmieszczenie wyposażenia. Jednak dzięki anonimowemu przedsiębiorcy, który zdecydował się kupić płótno, dzieło dotarło do Gdańska. Z bazyliki pojedzie do Torunia, gdzie przejdzie gruntowne badania i zostanie zabezpieczone.

- Eksperci z u Uniwersytetu Mikołaja Kopernika prześwietlą obraz promieniami rentgenowskimi, żeby zdobyć o nim jak najwięcej informacji - tłumaczy Korzeniowski. - Specjaliści muszą rozwiać wszystkie spory powstałe wokół dzieła. Może też uda się odkryć, kto był jego autorem. Za miesiąc płótno powinno do nas wrócić. Wtedy powiesimy je dokładnie w miejscu, gdzie stał jego twórca. Dzięki temu widz zobaczy to, na co około trzysta lat temu patrzył malarz.



eh te kobiety zapewne Pani Elwira kupi większy i jaśniejszy szkoda tylko, że obu obrazów nie będzie można obejrzeć w Bazylice

>